niedziela, 1 września 2013

Co się dzieje?


Na światowych rynkach obserwujemy spory odpływ kapitału z rynków wschodzących do matecznika – USA i innych rozwiniętych krajów zachodnich. Polityka monetarna USA, Japonii czy nawet Szwajcarii spowodowała zwiększenie globalnej płynności pieniądza, który gdzieś musiał zostać zaparkowany – najlepiej tam, gdzie mógłby zarobić więcej niż w ojczyźnie (gdzie stopy procentowe są  bliskie zeru). To zaowocowało olbrzymimi zakupami obligacji, walut, itp. na rynkach dających wyższą premię za wyższe ryzyko inwestycyjne, a takie zwyczajowo występuje na rynkach rozwijających się, m.in. w Polsce.

Wiele wskazuje na to (przewidywania największych banków), że już we wrześniu FED zacznie wycofywać się z ultraluźnej polityki pieniężnej, na początek zmniejszając strumień pieniędzy wpompowywanych w system finansowy – mówi się o skromnych 10 mld dolarów mniej (z 85 mld obecnie). Wyceny przeinwestowanych instrumentów finansowych muszą spaść. Ostatni gasi światło, więc kto żyw sprzedaje po jak najatrakcyjniejszych cenach swoje obligacje, waluty, akcje, itp. To powoduje sytuację, którą obecnie obserwujemy. 

Jeden z głównych rekinów graczy – bank Morgan Stanley – podał taki ładny graf, który pokazuje, kto w najbliższym czasie zostanie odstrzelony i dlaczego:

Zagrożenia dla krajów rozwijających się. Źródło: Morgan Stanley

Podane trzy zagrożenia (inaczej - motywy do wyprzedaży) – zakończenie luzowania ilościowego (QE) w USA, spowolnienie Chin oraz zagrożenia wynikające z obciążenia długiem krajowym – wpływają z różną siłą na postrzeganie wyszczególnionych krajów. Jak te zagrożenia odbijają się na kursie walutowym danego kraju? Porównajmy to na wykresach:

Porównanie walut krajów wschodzących vs. USDPLN
Porównanie walut krajów wschodzących vs. USDPLN
Porównanie walut krajów wschodzących vs. USDPLN

Widać wyraźnie, że waluty krajów wschodzących z koszyka, w którym występuje również PLN, najbardziej narażonych na reperkusje związane z zacieśnianiem polityki przez FED, osłabiły się już o 8% (meksykańskie peso MXN) do 24% (indyjska rupia INR) względem dolara amerykańskiego. Tymczasem nasz PLN nadal jest silniejszy od USD w okresie 5-miesięcznym! Jakie wnioski wypływają z tego dla nas?

To, co cieszy, to fakt, że nasza waluta jest najbardziej cenionym aktywem pośród krajów naszego koszyka. Najprawdopodobniej zawdzięczamy to bardzo korzystnemu, dotychczas nie widzianemu Polsce zjawisku, jakim jest utrzymywanie się dodatniego bilansu handlowego – upraszczając, oznacza to, że do Polski napływa więcej pieniędzy niż potrzeba na importowanie różnych dóbr, dzięki czemu pojawiła się naturalna, olbrzymia siła do trwałego umocnienia PLN. To jedna z najlepszych wiadomości dla kredytobiorców walutowych! Oczywiście ta siła będzie działać jako nasza tarcza przed trwałym osłabieniem PLN dopóty, dopóki będziemy odnotowywać dodatni bilans handlowy. A jest na to szansa wg szefa NBP – prof.Belki.

Być może dlatego banki są podzielone co do perspektyw PLN. Jedni uważają, że średni kurs EURPLN (a wraz z nim kurs CHFPLN, przy założeniu małej zmienności EURCHF) będzie spadać w najbliższym roku:

Kurs EURPLN wg ankiety Reuters'a; za Macronext

natomiast inni uważają, że kurs EURPLN wzrośnie (źródło: Macronext.pl):

 
To, co może martwić, to istniejąca przestrzeń do osłabiania PLN, którą widać na powyższych wykresach. Trudno oczekiwać, że nagle PLN przestanie być zaliczany do koszyka walut wschodzących i nie doświadczy odpływu zagranicznego kapitału w wyniku zakańczania QE. A w ostatnich dniach mamy do czynienia właśnie z poświadczeniem takiej tezy – PLN osłabia się znacznie, idąc w ślad za innymi krajami rozwijającymi się.

Porównanie walut krajów wschodzących vs. USD 5 dni

Kolejne obawy pojawiają się, gdy czytamy takie oto bezpardonowe teksty wypuszczane przez – zdawałoby się – poważna instytucję, jaką jest bank centralny USA - Fed: reszta świata nas nie obchodzi.

Oczywiście nie można liczyć na opiekuńcze traktowanie innych krajów przez FED kosztem własnego, ale gdy majstruje się przy polityce pieniężnej mającej wpływ na cały świat, to pewne zatroskanie kłopotami wywołanymi przez takie działania byłoby na miejscu. A tu – bezpardonowa nonszalancja.

Sytuację może u nas łagodzić wyżej wspomniany dodatni bilans handlowy i QE po polsku (choć to broń obosieczna-obniża rentowność obligacji, ale osłabia walutę). Jednak, moim zdaniem, należy przygotować się na słabszego PLN w najbliższych miesiącach, miejmy nadzieję, że nie - latach.


Post Co się dzieje? pojawił się jako pierwszy na CHF Watch!


Zastrzeżenie
Informacje przedstawione na blogu są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje podjęte na podstawie informacji przedstawionych na blogu. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor bloga nie odpowiada za treść reklam.

8 komentarzy:

Anonimowy pisze...

No cóż, globalizacja to broń obusieczna, skoro Ameryka zaraziła kryzysem cały świat, to bagno z krajów z wykresu wylałoby się w końcu do USA. Jak niby USA będzie obsługiwać swoje zadłużenie bez dodruku?
Morgan Stanley daje takie rysuneczki a robi dokładnie odwrotnie niż przewiduje, wówczas oskubie więcej baranów, zarobić można tylko wtedy gdy większość straci.
DO autora blogu, nie pisz już o możliwych kilkuletnich osłabieniach złotego, pamiętaj, jak wszyscy straszą będzie dokładnie odwrotnie.

CHF Watch pisze...

Witamy optymistę na blogu! Poproszę o linki do badań, które potwierdzą niezbicie, że kontrariańskie podejście do rekomendacji Morgan Stanley czy innych wiodących banków inwestycyjnych jest bardziej opłacalne... Oczywiście znam wiele pojedynczych przykładów, że faktycznie tak jest, ale dlaczego miałoby być tak i w tym przypadku? Poproszę o merytoryczne uzasadnienie..

Uzasadnienie moich obaw o długoterminowe osłabienie PLN względem CHF to chociażby porównanie bilansów handlowych Polski (odwiecznie ujemne, z wielkim wyjątkiem teraz - zobaczymy jak długo) i Szwajcarii (permanentne nadwyżki, kilkukrotnie większe niż nasze obecne-rekordowe)

Anonimowy pisze...

Morgan Stanley oskarżany jest o manipulację na wielu rynkach, ostatnio najgłośniej na rynku surowców.

Jak można porównywać bilans handlowy dwóch krajów gdzie jeden drukuje pieniądze za które kupuje surowce, produkty i półprodukty za granicą kosztem farby i papieru z Polską która takich możliwości nie ma?
Szwajcarzy ponosząc obecnie tak niskie koszty importu mogą cenowo być bardzo elastyczni i konkurencyjni.
Korzystają na tym, że frank trzyma poziom mimo tak gigantycznego dodruku, ale wiecznie bez straty wartości waluty drukować nie można. Póki chf jest wyznacznikiem paniki na rynkach sytuacja się nie zmieni.
SBN twierdzi że frank będzie się osłabiał, MFW że jest przewartościowany 30%.
SBN twierdzi że optymalna relacja franka to 1,5 chf do 1 eur.
Ja tam wolę wierzyć Szwajcarom. Gdy zaczęli bronić kursu 1.2 spekuła dawała im max miesiąc, a tu proszę 2 rok wygrywają z rynkiem.
Optymistą raczej nie jestem, natomiast widzę u Polaków jedną cechę narodową, lubujemy się w czarnych scenariuszach.

CHF Watch pisze...

Wiele tez, których uzasadnienia zdaje się nie do końca rozumiem. Pokrótce ustosunkuję się do nich:

"Jak można porównywać bilans handlowy dwóch krajów gdzie jeden drukuje pieniądze za które kupuje surowce, produkty i półprodukty za granicą kosztem farby i papieru z Polską która takich możliwości nie ma?"

1. No właśnie! Jak można porównywać te kraje? Sam Pan podaje kontrargument do swojej tezy. Szwajcaria ma bardzo silną walutę niemal z definicji, mimo "dodruku". Jaka pewność, że po zmianie sentymentu znacząco się osłabi? PLN to co innego -każda delikatna zmiana nastrojów powoduje sporą zmienność i stwarza realne zagrożenie wyprzedania złotego. Jest tak przede wszystkim dlatego, że PLN a CHF to inne klasy walut! Szwajcaria jeszcze przez długi czas będzie postrzegana jako bezpieczna przystań i centrum finansowe/handlowe/itp., co zaowocuje silniejszą walutą niż PLN.

Aby było jasne - ja również wierzę, że docelowo CHF będzie słabszy, ale dopiero po opadnięciu kurzu pokyzysowego, a to wciąż perspektywa lat.

2. Rozumiem, że "drukowanie pieniędzy" to metafora? Zdecydowanie rozróżniajmy produkcję banknotów (papierowy pieniądz dla ludzi, tworzony "kosztem farby i papieru"; jego produkcja jest naprawdę marginalnym zjawiskiem) od zwiększania bazy monetarnej (pieniądz dla banków; potężne zwiększenie jego ilości w postaci bajtów - za pomocą komputera w banku centralnym). Można zaryzykować stwierdzenie, że to dwa różne rodzaje pieniądza.

CHF Watch pisze...

"Szwajcarzy ponosząc obecnie tak niskie koszty importu mogą cenowo być bardzo elastyczni i konkurencyjni"

W jakim sensie? Silna waluta osłabia eksport (osłabianie konkurencyjności na rynku międzynarodowym), a to główne koło zamachowe Szwajcarii. Co miał Pan na myśli? W jaki sposób podpiera to Pana tezę o osłabianiu franka?

"Korzystają na tym, że frank trzyma poziom mimo tak gigantycznego dodruku, ale wiecznie bez straty wartości waluty drukować nie można. Póki chf jest wyznacznikiem paniki na rynkach sytuacja się nie zmieni."

Zgadzam się.

CHF Watch pisze...

"SBN twierdzi że frank będzie się osłabiał, MFW że jest przewartościowany 30%. SBN twierdzi że optymalna relacja franka to 1,5 chf do 1 eur."

Równocześnie znajdujemy wypowiedzi:

Prezes SNB Jordan: umocnienie CHF wciąż możliwe!
->> http://www.bankier.pl/wiadomosc/Kurs-minimalny-franka-utrzymany-Znaczace-umocnienie-wciaz-mozliwe-2926974.html

Wiceprezes SNB Danthine: podniesienie stóp procentowych może oznaczać zniesienie usztywnienia do euro! (wzrost stóp zazwyczaj wzmacnia walutę, a ta przestanie być już chroniona kursem minimalnym!)
->> http://www.bloomberg.com/news/2013-08-10/snb-s-danthine-says-rate-increase-would-mean-end-of-cap.html

MFW zaleca stopniowe pozbywanie się zakupionych rezerw walutowych (za wygenerowane franki) - kupowanie CHF za sprzedawane waluty wzmocni dodatkowo franka!

Ale oczywiście będą też czynniki osłabiające franka. Jak widać, jest wiele przeciwstawnych sił mających wpływ na CHF i zobaczymy jaka będzie ich wypadkowa - ona zdecyduje o trendzie na franku.

"Ja tam wolę wierzyć Szwajcarom. Gdy zaczęli bronić kursu 1.2 spekuła dawała im max miesiąc, a tu proszę 2 rok wygrywają z rynkiem."

Rozumiejący swoją pozycję w walce wiedzieli, że spekulanci nie mają najmniejszych szans na przełamanie monopolu banku centralnego na produkcję franków w nieograniczonej ilości :)

"Optymistą raczej nie jestem, natomiast widzę u Polaków jedną cechę narodową, lubujemy się w czarnych scenariuszach."

Mi również trudno o optymizm (że np. frank będzie znowu po 2zł, albo choćby 2,5zł), ale mimo wszystko jestem za słabnięciem franka szwajcarskiego! Jednak to będzie długotrwały i mozolny proces.

A na blogu staram się przedstawiać możliwie dużą ilość faktów za i przeciw, z delikatną subiektywną oceną... raczej nie optymisty ;)

Anonimowy pisze...

Obecny rozwój w Szwajcarii to po części efekt paniki.
Szwajcaria importuje większość półproduktów i surowców.
Obecnie za 1 franka importuje dużo więcej niż wcześniej, a więc mamy mniejsze koszty produkcji, co pozwala na uelastycznienie cen finalnych produktów.
Po wystrzeleniu franka, mnóstwo banków oparło swoją ofertę o produkty inwestycyjne powiązane z frankiem, a prawie zawsze bank robi to wówczas gdy możliwość zarobkowania zbliża się do 0, z tendencją spadkową (np jak kiedyś w PL opcje walutowe).
Szwajcarzy jadą teraz również na tanim kredycie (np bańka na nieruchomościach)stąd tak lukratywne wyniki gospodarki.

Ja osobiście widzę to tak:
- frank nie spadnie (był niedoszacowany wiele lat nagle ktoś go wycenił i to w czasie paniki - mało prawdopodobne).
- frank spadnie, minie efekt paniki, rynek wyceni jego realną wartość.

Ci co mieli zarobić już zarobili (goldmany i ect), teraz przyszedł czas skubania leszczy, a więc produkty finansowe oparte o franka, artykuły o tym jaki to frank jest silny i jakie osiągnie poziomy, mnóstwo stron zachęcających do inwestycji w nieruchomości w Szwajcarii.
Dokładnie to samo działo się w drugą stronę w Polsce i innych krajach w czasie buumu kredytów frankowych, znalazłem wówczas jeden tekst na jakimś blogu ostrzegający o zwale na złotym, reszta uznawała taki scenariusz za abstrakcję którą można wyśmiać.
Farba i papier to metafora, w sumie trafniejsze jest określenie KW prądu za chodzące komputery tworzące zapisy księgowe.
Co do czasu kiedy to się stanie, tutaj byłbym ostrożny, wiedzą to tylko zarządy banków inwestycyjnych.

Jeśli nie można porównywać Polski i Szwajcarii to możemy się zgodzić również do tego że czynniki wpływające na wycenę PLN i CHF są również odmienne.


Marko pisze...

USA ciągle drukuje $ więc pieniądz ten zaraz straci na wartości co też nie jest rozsądne